Ostatni czas nie sprzyja poczuciu bezpieczeństwa. Narastający wskaźnik zachorowań COVID-19, silne reakcje emocjonalne związane z sytuacją społeczno-polityczną, zmiany w obostrzeniach związanych z pandemią, poczucie niepewności związane z utratą pracy lub biznesu – wszystko to wywołuje wzrost poziomu lęku i trudności w adaptowaniu się do zmieniających się warunków. Jeśli dodamy do tego kwestie wartości i ochrony fundamentalnych praw, to naturalne wydaje się, że możemy mieć poczucie nie radzenia sobie z naszą aktualną sytuacją, czy w ogóle życiem.

Trudno w takich warunkach, w zawężeniu pola uwagi kreować swoją własną rzeczywistość, mieć poczucie podmiotowości w decydowaniu o swojej przyszłości, myśleć kreatywnie i podejmować trafne decyzje. Mimo, że życie stawia przed nami coraz to nowe wyzwania, istotne jest w tym wszystkim, aby znaleźć równowagę w zadbaniu o siebie i nie ulegać wyobrażonej przyszłości dyktowanej przez nasze lęki.  

W takiej sytuacji przede wszystkim zadbaj o siebie i swoje emocje. Zadaj sobie pytanie czego się najbardziej boisz i co najgorszego może się stać. Bądź dla siebie uważny i wrażliwy na swoje potrzeby. Nikt z nas nie wie, jak będzie i jak się poukłada przyszłość. To na co mamy wpływ to najbliższe kroki, które podejmujemy. Rozdzielaj to, na co masz wpływ, od tego, na co wpływu nie masz. Zastanów się, co w najbliższym czasie możesz zrobić dla siebie, co możesz zrobić, by zadbać o swój stan psychiczny. Zwłaszcza w obliczu tylu wyzwań dbajmy o naszą kondycję psychiczną. Zatroszczmy się o swoje dobre samopoczucie kontaktując się z naturą, dbając o jakość oddychania, o ruch na świeżym powietrzu, o odpowiednie odżywianie i odpowiednią ilość snu.

Kluczową rolę w radzeniu sobie z niepokojem w takim czasie odgrywają bezpieczne relacje interpersonalne oparte o akceptację. Dzięki temu łatwiej jest nam się wyciszyć i czuć się bezpiecznie. Tak bardzo dziś potrzeba nam wzajemnej życzliwości, troski i pomocy. Dając dobro dzielimy się pozytywną energią i wzmacniamy wewnętrzny spokój. To taki ssaczy system, który przynosi ukojenie dzięki temu, że czujemy bliskość drugiego człowieka. Szukając drugiego człowieka, możemy też być wsparciem dla niego. Dzięki byciu dla siebie nawzajem możemy wzmacniać wzajemne poczucie bezpieczeństwa. Z wymiany rodzi się energia i wzajemne ukojenie. Rozejrzyj się więc dokoła i sprawdź, komu możesz pomóc dobrym słowem, życzliwym uśmiechem, ciepłem spojrzenia.

Zapraszam Cię dziś byś usiadł sam ze sobą i dał sobie odrobinę życzliwości. Powiedz sobie kilka ciepłych słów. Wyraź do siebie wdzięczność za to, że jesteś i trwasz pomimo wszystkich trudności. Za to, że codziennie stajesz do życia i z podniesionym czołem idziesz do przodu – krok po kroku … kroku po kroku. Ja jestem tu i wysyłam Ci moc ciepła i życzliwości.  


Kliknij w zdjęcie i sprawdź!

Wyjechałeś godzinę przed spotkaniem. Na trasie, którą zazwyczaj jeździłeś do tej pory, okazało się, że utknąłeś w korku. W dodatku jakiś mężczyzna, próbował Ci zajechać drogę i teraz odgraża się przez otwartą szybę samochodu, a Ty odpłacasz mu pięknym za nadobne. Już wiesz, że się spóźnisz na spotkanie. W międzyczasie kolega, z którym miałeś wykonać prezentację właśnie zadzwonił, że nie dał rady wydrukować materiałów i prosi, byś zrobił to tuż przed spotkaniem. Dodatkowo, gdy wchodziłeś do biura zderzyłeś się z koleżanką niosącą kawę, która wylądowała na Twojej śnieżnobiałej koszuli.

Co sobie myślisz w takiej sytuacji? Czy zacząłeś rozmyślać nad tym, co mogłeś zrobić inaczej, jak inaczej rozplanować tę sytuację? Czy raczej zacząłeś się wściekać, że jak zwykle tylko Tobie się to może przydarzyć i już masz dość swojego pecha?

Która z tych postaw jest Ci bliższa?

Przygotowując się do jednego ze szkoleń dotyczącego zarządzania zmianą zaczęłam analizować dwie postawy w podejściu do zmian. Pewnie są to jedne z wielu możliwych podejść, szukając głębszego nastawienia w oparciu o koncepcję umiejscowienia kontroli Juliusa Rottera, można dojść do wniosku, że każdy z nas interpretując, to co mu się zdarza w życiu może przypisywać bieg zdarzeń albo własnemu wpływowi na sytuację, albo czynnikom zewnętrznym (zły los, Bóg, inni ludzie). W pierwszym przypadku mówimy o wewnętrznym umiejscowieniu kontroli, a w drugim zewnętrznym. Osoby prezentujące pierwszy typ – w sytuacjach wyzwań mają przekonanie o tym, że od ich działania bądź braku działania zależy przebieg zdarzeń, dlatego podejmują wyzwania i biorą odpowiedzialność za swoje wybory. Dostrzegają związek między jednym i drugim. Dlatego też, jeśli chcą coś zmieniać planują i działają, by zmieniać coś w swoim życiu. W drugim przypadku osoby uważają, że mają niewielki wpływ na swoje życie, czują, że to, co im się przydarza jest złym zrządzeniem losu lub efektem działania innych ludzi, którzy w negatywny sposób oddziałują na ich życie. W takiej sytuacji trudno jest brać odpowiedzialność za swoje działania, bo przekonanie, że to rzeczywistość sprzysięgła się przeciwko nam może rodzić poczucie, że nic od nas nie zależy. W opisanym na wstępie przykładzie osoba z wewnętrznym umiejscowieniem kontroli będzie postrzegała sytuację jako wynik niewłaściwego planowania; kłótnia z drugim kierowcą, to wynik braku panowania nad nerwami; zachowanie kolegi – nieskontrolowanie na czas jego wkładu, a oblanie się kawą – wynik braku uważności u siebie. Naturalnym sposobem poradzenia sobie będzie m.in. zmiana swojego planowania i wyboru dróg, które zminimalizują ryzyko spóźnienia. W przypadku osób z zewnętrznym poczuciem kontroli prawdopodobnie ktoś będzie zły, że został zwymyślany, dodatkowo może być wściekły na wszystkie okoliczności: zły los (korki na drodze), kierowcę innego auta, kolegę z pracy, niezdarną koleżankę.

A jak jest u Ciebie z podejściem do zmian? Czy jesteś bardziej aktorem w swoim życiu, który próbuje świadomie podejmować wyzwania i odpowiedzialność? Czy bardziej wierzysz w to, że świat wpływa na Ciebie i Twoją sytuację, a Tobie pozostała rola obserwatora zdarzeń i przyjmujesz rzeczywistość tak, jak się wydarza?

Oczywiście, rzeczywistość nie jest czarnobiała, więc nigdy nie jest tak, że mamy całkowity wpływ na wydarzenia, ale nie jest też tak, że jesteśmy bezwolnymi istotami, które nie mają żadnego wpływu na swoją sytuację życiową. Istota tkwi w decyzji, czy chcesz wziąć w pełni odpowiedzialność za to, co dzieje się w Twoim życiu? Czy chcesz wziąć na siebie zarówno smak sukcesu, jak i porażki? Czy jesteś gotowy, by wspierać siebie w tym, by koncentrować swoją uwagę na tym, na co masz wpływ?



Jak to robić i od czego zacząć pracę nad sobą?


1. W nowej dla Ciebie sytuacji zatrzymaj się na chwilę i oceń w jakich obszarach masz wpływ na tę sytuację, a co jest poza Twoją kontrolą.
2. Skup się na tym, co możesz zmienić i na co masz wpływ, a odpuść to, na co nie masz wpływu.
3. Gdy podejmiesz wyzwanie zmieniania tego, na co masz wpływ – skup się na Twoich zasobach, byś mógł zaangażować je w zmianę sytuacji. Koncentruj się na swoich mocnych stronach.
4. Nie skupiaj się na przyszłości, tylko na „tu i teraz” – pomoże Ci to utrzymać uwagę na priorytetach.
5. Podejmuj zmiany małymi krokami, dzięki temu na bieżąco będziesz mógł dokonywać korekty swojego działania, gdybyś wolał zmienić kierunek.
6. Wyciągaj wnioski – sprawdzaj zawsze co warto powielać, a co warto zmieniać w kolejnych sytuacjach.
7. Zawsze wzmacniaj siebie – dzięki każdej kolejnej decyzji czy działaniu – stajesz się silniejszy i bardziej pewny siebie, co wzmacnia Twoje kolejne zasoby.

Daj znać, kiedy lub w jakich sytuacjach jest Ci najłatwiej być aktorem, a kiedy obserwatorem w Twoim życiu? Lub podziel się dowolną refleksją po przeczytaniu artykułu 🙂

Bibliografia

Rotter, J. B. (1966). Generalized expectancies for internal versus external control of reinforcement. Psychological Monographs: General and Applied, 80(1), 1–28.



Czasami zastanawiam się, czy możliwe jest w komunikacji prawdziwe porozumienie. Zawsze finalne znaczenie jest wynikiem uzgadniania różnych perspektyw patrzenia na tę samą sytuację. No właśnie – wszędzie tam, gdzie różne perspektywy tam miejsce dla interpretacji, czy też nadinterpretacji. Kiedy zobaczyłam u znajomej na FB rysunek ukazujący żyrafę malującą kobietę w kapeluszu, która patrząc z góry dostrzegła jedynie okrągły obiekt z dodatkowym okręgiem w środku, to przypomniała mi się opowieść o słoniu przywiezionym do plemienia, które wcześniej nigdy nie widziało takiego stworzenia (znam różne wersje tej przypowieści – więc ogólnie zarysuję jej sens). Okazało się, że kiedy mieszkańcy mieli powiedzieć, co to jest trzymając w rękach inną część zwierzęcia – zupełnie inaczej komentowali, czym ono jest. Jedni trzymający ogon twierdzili, że słoń jest jak sznurek, inni dotykający nogi twierdzili, że jest jak filar budowli, inni trzymający trąbę, że jest jak wąż, jeszcze inni, leżący na grzbiecie, że jest płaski i wielki. Kto z nich miał rację? Każdy! Tylko czy odkryli czym jest słoń – pewnie nie.  

Bardzo często, prędzej czy później, gdy dotykamy emocjonalnie znaczących tematów – doświadczamy trudności w komunikacji wynikającej z nieporozumień. Skąd się biorą?

Dlaczego dzieje się tak, że jeszcze zanim usłyszymy, co rozmówca ma na myśli, już ponoszą nas nerwy i nie jesteśmy w stanie dłużej cierpliwie słuchać, lecz wpadamy w słowo i wyrażamy święte oburzenie? To z kolei wywołuje reakcję łańcuchową i druga osoba traci cierpliwość również podnosząc głos. I konflikt gotowy.

Dlaczego nie możemy usłyszeć siebie nawzajem? Co sprawia, że nasze systemy obronne są przeczulone na pewnego typu komunikaty zarówno słowne, jak i niewerbalne? Czy da się temu zaradzić?

Jedną z przeszkód w prawidłowym odbiorze komunikatu jest nasza interpretacja słów nadawcy wynikająca często z wcześniejszych doświadczeń niekoniecznie związanych z tą właśnie osobą. Niejednokrotnie przyczyną są nasze uprzedzenia lub stan emocjonalny w jakim się znajdujemy w trakcie rozmowy. Często te interpretacje wynikają z naszych uprzedzeń. Przykładowo, jeśli doświadczyliśmy w dzieciństwie karzącego rodzica, to w sytuacji konfrontacji z osobą dominującą możemy czuć wobec niej strach, choć tak naprawdę ma on swoje źródło w naszej przeszłości. Podobnie, jeśli mężczyzna ma doświadczenie, trudnego zachowania ze strony kobiet – to w konfrontacji z kolejnymi kobietami może mieć wrażenie, że każda z nich jest przykładowo roszczeniowa.  

I tak jak nie jest dziwne, że zawsze interpretacja wkrada się w odbiór komunikatu – bo nigdy nie mamy dostępu do prawdziwej intencji nadawcy i zawsze fakty będziemy postrzegać z własnej perspektywy, tak problem zaczyna się pojawiać, gdy dokonujemy nadinterpretacji. Pojawia się ona w sytuacji, gdy dokładamy do własnej perspektywy dodatkowe znaczenia, które nie mają już oparcia w faktach. Często wtedy dodajemy do nich własne przekonania – tym samym postrzegając daną rzeczywistość – widzimy ją w krzywym zwierciadle – i wtedy w moim odczuciu nie mamy możliwości poznania prawdy. Jeśli obie strony dokonują rozbudowanych interpretacji trudno jest znaleźć wówczas porozumienie.

Myślę, że jedną z przyczyn ulegania swoim nadinterpretacjom jest chęć zachowania własnej pozytywnej samooceny. Chcemy, żeby inni nas postrzegali zgodnie z naszym wyobrażeniem nas samych. Jeśli w relacji druga strona używa określeń oceniających, dewaluujących, stawiających nas w negatywnym świetle (inaczej niż sami chcemy się postrzegać), wówczas najczęściej tego typu zachowania będziemy oceniać jako atakujące i negujące nas samych – a nie jako jedynie wynik cudzej interpretacji naszych zachowań. Skupiamy się wtedy na udowadnianiu swoich racji. I oczywiście uważam, że należy bronić swoich argumentów, stawiać granice i być uważnym na przemoc stosowaną wobec nas. Jednak czasami mam wrażenie, że gdy spór trwa dość długo – przestaje mieć znaczenie jego istota, a większe znaczenie ma walka z wiatrakami – niczym Don Kichot – widząc wroga tam, gdzie być może go nie ma. Druga strona jest przecież przekonana, że ma rację.

A co by się stało i co byłoby możliwe, gdybyśmy odpuścili? Ile razy moglibyśmy uniknąć niepotrzebnych sporów, gdybyśmy nie brali do siebie komunikatów. Przecież wiemy kim jesteśmy, więc dlaczego się tak przejmujemy opiniami innych? Czy to, że ktoś nas ocenia w jakiś negatywny sposób zmienia coś w naszym jestestwie? Czy w jakiś sposób odbiera nam realnie godność? Przecież każdy z nas nosi w sobie cząstkę dobra i zła. Nie jesteśmy krystaliczni.

Każdy z nas konstruuje swój świat przekonań, obraz świata, relacji i ludzi na podstawie szczątków informacji i własnych interpretacji. To co powstaje jako mapa świata jest mirażem. Potem ten obraz przykładamy do wszystkich kolejnych sytuacji. Więc czemu decydujemy się ulegać naszym lub innych złudzeniom?

Zapraszam do eksperymentu:

Przy kolejnej okazji, gdy zdasz sobie sprawę, że druga strona nadinterpretowała Twoje zachowanie – przyjmij to wyłącznie jako jej wizję sytuacji. Spróbuj rozmawiać z nią zakładając, że ona naprawdę ma przekonanie, o swojej racji, a żadne Twoje wyjaśnienia już nic nie zmienią. Co wtedy stanie się możliwe? Czy tak samo będziesz reagować emocjonalnie? Czy wręcz przeciwnie będziesz w stanie uznać, że każdy z Was ma po prostu inną wizję, tej samej rzeczywistości i może warto odpuścić? Może warto skupić się na esencji waszej relacji lub istocie tematu, w którym tego typu dyskusja się pojawiła?

Co myślisz o takiej wizji sytuacji? Podziel się w komentarzu swoją refleksją.