W pewnym zespole pracuje Kasia, która jest bardzo dokładna. Wszystkie zadania wykonuje bardzo skrupulatnie i zawsze wskaże błąd lub ryzyko powodzenia projektu. Do tego potrafi godzinami wyjaśniać różnie między dwiema pozornie podobnymi sytuacjami, gdyż dostrzega szczegóły danych zagadnień. W tym samym zespole pracuje Inga, która ma zawsze wiele pomysłów i lubi eksperymentować z nowymi rozwiązaniami. Zapala się do różnych nowych przedsięwzięć, jednak nudzi ją praca wykonawcza. Woli inspirować innych do działania i nie zawsze wszyscy wiedzą, o co jej chodzi, gdyż rzadko zagłębia się w szczegóły a dzieli głównymi hasłami, za którymi ciągnie się wiele skojarzeń. Nietrudno się domyśleć, że kiedy dochodzi do inicjowania przez Ingę projektu, Kasia zadaje jej mnóstwo szczegółowych pytań mających na celu ocenę ryzyka. Jednak takie pytania drażnią Ingę, gdyż nie zdąży jeszcze na dobre rozwinąć skrzydeł, a już czuje, że jej pomysł jest krytykowany przez koleżankę.  

To, co różni obie Panie to styl myślenia. Kasia jest Badaczem, a Inga Wizjonerem – zgodnie z metodologią FRIS®. Z jednej strony może to być zasobem zespołu, gdyż dzięki Indze mogą iść do przodu i rozpoczynać nowe interesujące i zarazem innowacyjne projekty. Z drugiej dbają o szczegóły, dzięki którym mogą dobrze proponowane rozwiązania rozplanować i zrealizować. Niemniej wymiana zdań między obiema Paniami może prowadzić do wielu konfliktów, gdyż każda z nich myśli zupełnie inaczej i na innym poziomie ogólności.

Po co nam wiedza na ten temat? Kiedy znasz swój styl myślenia pozwala Ci to lepiej rozumieć, dlaczego reagujesz w dany sposób w nowych sytuacjach, dlaczego preferujesz określony sposób komunikacji, lub w jaki sposób postrzegasz daną sytuację i wpływa to na Twój styl rozwiązywanie problemów poznawczych.

Jeśli jesteś Zawodnikiem wg metodologii FRIS®, patrzysz na świat z perspektywy faktów. Lubisz jasne cele, precyzyjne zadania i konkret. Nie boisz się podejmować decyzji i starasz się zawsze doprowadzić rozpoczęte aktywności do końca. Ważny jest efekt twojego działania. Masz łatwość wyznaczania priorytetów, dzięki czemu jest Ci łatwiej skupić się na celu i go osiągać. Drażni Cię owijanie w bawełnę, bo lubisz, gdy ktoś przechodzi od razu do sedna sprawy. Czasami możesz nie rozumieć, dlaczego inni tyle czasu się zastanawiają lub dlaczego emocje biorą górę nad ich racjonalnym podejmowaniem decyzji. Lubisz praktyczne rozwiązania i szybko przechodzisz do działania. W końcu nie ma sensu marnować czasu.

Gdy jesteś FRIS®-owym Partnerem, już od pierwszego momentu dostrzegasz relacje i powiązania między poszczególnymi elementami zadania lub sytuacji, co pozwala Ci odnajdować różne wyjścia z sytuacji problemowych. Od razu angażujesz się w dane działanie, zwłaszcza gdy ma ono dla Ciebie głębszy sens. Ważni są dla Ciebie ludzie, więc cieszą Cię zadania zespołowe, ale również bierzesz pod uwagę ludzki charakter dylematów, które rozważasz. Jesteś empatyczny, więc liczysz się ze zdaniem innych osób i jesteś bardzo wrażliwy, co czasami utrudnia Ci podejmowanie racjonalnych decyzji. Myślisz intuicyjnie, dlatego nieraz miewasz przeczucia co do właściwych sposób zachowania w określonej sytuacji. Dążysz do kompromisu, który usatysfakcjonuje wszystkich zaangażowanych w daną sprawę.

Gdy Twoim dominującym stylem myślenia jest Wizjoner, patrzysz na sytuacje problemowe z lotu ptaka co pozwala Ci widzieć od razu całą sytuację. Dzięki temu masz łatwość odszukiwania wielu możliwych rozwiązań w jednej konkretnej sytuacji. Pozwala Ci to na dużą kreatywność i łatwość znajdowania nowych sposobów działania w danej sytuacji. Twoja dominująca perspektywa to idee. Masz wiele twórczych pomysłów, lubisz wymyślać nowe rozwiązania. Lubisz eksperymentować, dzięki czemu łatwo Ci przełamywać schematy i działać niezależnie od utartych procedur. Przez wielość pomysłów możesz być odbierany przez zespół jako zbyt chaotyczny lub nadmiernie generalizujący. Nie wszyscy potrafią tak szybko przeskakiwać z jednej strategii na drugą, co może być dla Ciebie trudne do zrozumienia, gdyż Ty masz łatwość zmiany i dostosowywania się do nowych sytuacji. Jesteś po prostu elastyczny.

Jeśli natomiast myślisz analitycznie i lubisz różnego rodzaju schematy, kategorie i struktury, to prawdopodobnie jesteś FRIS®-owym Badaczem. Odpowiada Ci metodyczność działania. Lubisz jasne sytuacje, dlatego wolisz pytać, niż domyślać się. Nie zaczniesz działania bez kompletu informacji, dlatego każde zadanie zaczynasz od zebrania wszystkich niezbędnych informacji. A gdy ich nie masz, zaczynasz szukać, by Twoje decyzje były w pełni przemyślane i opierały się na szczegółowej analizie sytuacji czy informacji. Dzięki temu szukasz optymalnego rozwiązania. Dbasz o szczegóły, co nieraz może przysparzać Ci kłopotów w zespole, gdyż inni postrzegają to jako nadmierny perfekcjonizm i nie zawsze potrafią czekać, aż podejmiesz właściwą decyzję. Ty natomiast zanim odpowiesz wolisz mieć pewność, że to co powiesz jest przemyślane.  Jesteś wnikliwy i spostrzegawczy.

To oczywiście, tylko fragment analizy stylów myślenia – ale mam nadzieję, że już te informacje zachęcają Cię do tego, by przyglądać się sobie pod tym kątem i trochę lepiej rozumieć ludzi o innych perspektywach poznawczych. W końcu każdy z nas jest inny i widzi świat inaczej. Warto doceniać różnorodność, tylko musimy zacząć od wzajemnego rozumienia. Gdy ten etap przejdziemy możemy próbować komunikować się w sposób bardziej zrozumiały dla drugiej strony i dzięki temu dążyć do porozumienia.

A jeśli chcesz poznać swój styl myślenia – zapraszam na indywidualną sesję z analizą FRIS® w oparciu o wykonanie testu FRIS®:

https://malgorzatatoroj.pl/produkt/badanie-fris-raport-z-omowieniem/


Czasami zastanawiam się, czy możliwe jest w komunikacji prawdziwe porozumienie. Zawsze finalne znaczenie jest wynikiem uzgadniania różnych perspektyw patrzenia na tę samą sytuację. No właśnie – wszędzie tam, gdzie różne perspektywy tam miejsce dla interpretacji, czy też nadinterpretacji. Kiedy zobaczyłam u znajomej na FB rysunek ukazujący żyrafę malującą kobietę w kapeluszu, która patrząc z góry dostrzegła jedynie okrągły obiekt z dodatkowym okręgiem w środku, to przypomniała mi się opowieść o słoniu przywiezionym do plemienia, które wcześniej nigdy nie widziało takiego stworzenia (znam różne wersje tej przypowieści – więc ogólnie zarysuję jej sens). Okazało się, że kiedy mieszkańcy mieli powiedzieć, co to jest trzymając w rękach inną część zwierzęcia – zupełnie inaczej komentowali, czym ono jest. Jedni trzymający ogon twierdzili, że słoń jest jak sznurek, inni dotykający nogi twierdzili, że jest jak filar budowli, inni trzymający trąbę, że jest jak wąż, jeszcze inni, leżący na grzbiecie, że jest płaski i wielki. Kto z nich miał rację? Każdy! Tylko czy odkryli czym jest słoń – pewnie nie.  

Bardzo często, prędzej czy później, gdy dotykamy emocjonalnie znaczących tematów – doświadczamy trudności w komunikacji wynikającej z nieporozumień. Skąd się biorą?

Dlaczego dzieje się tak, że jeszcze zanim usłyszymy, co rozmówca ma na myśli, już ponoszą nas nerwy i nie jesteśmy w stanie dłużej cierpliwie słuchać, lecz wpadamy w słowo i wyrażamy święte oburzenie? To z kolei wywołuje reakcję łańcuchową i druga osoba traci cierpliwość również podnosząc głos. I konflikt gotowy.

Dlaczego nie możemy usłyszeć siebie nawzajem? Co sprawia, że nasze systemy obronne są przeczulone na pewnego typu komunikaty zarówno słowne, jak i niewerbalne? Czy da się temu zaradzić?

Jedną z przeszkód w prawidłowym odbiorze komunikatu jest nasza interpretacja słów nadawcy wynikająca często z wcześniejszych doświadczeń niekoniecznie związanych z tą właśnie osobą. Niejednokrotnie przyczyną są nasze uprzedzenia lub stan emocjonalny w jakim się znajdujemy w trakcie rozmowy. Często te interpretacje wynikają z naszych uprzedzeń. Przykładowo, jeśli doświadczyliśmy w dzieciństwie karzącego rodzica, to w sytuacji konfrontacji z osobą dominującą możemy czuć wobec niej strach, choć tak naprawdę ma on swoje źródło w naszej przeszłości. Podobnie, jeśli mężczyzna ma doświadczenie, trudnego zachowania ze strony kobiet – to w konfrontacji z kolejnymi kobietami może mieć wrażenie, że każda z nich jest przykładowo roszczeniowa.  

I tak jak nie jest dziwne, że zawsze interpretacja wkrada się w odbiór komunikatu – bo nigdy nie mamy dostępu do prawdziwej intencji nadawcy i zawsze fakty będziemy postrzegać z własnej perspektywy, tak problem zaczyna się pojawiać, gdy dokonujemy nadinterpretacji. Pojawia się ona w sytuacji, gdy dokładamy do własnej perspektywy dodatkowe znaczenia, które nie mają już oparcia w faktach. Często wtedy dodajemy do nich własne przekonania – tym samym postrzegając daną rzeczywistość – widzimy ją w krzywym zwierciadle – i wtedy w moim odczuciu nie mamy możliwości poznania prawdy. Jeśli obie strony dokonują rozbudowanych interpretacji trudno jest znaleźć wówczas porozumienie.

Myślę, że jedną z przyczyn ulegania swoim nadinterpretacjom jest chęć zachowania własnej pozytywnej samooceny. Chcemy, żeby inni nas postrzegali zgodnie z naszym wyobrażeniem nas samych. Jeśli w relacji druga strona używa określeń oceniających, dewaluujących, stawiających nas w negatywnym świetle (inaczej niż sami chcemy się postrzegać), wówczas najczęściej tego typu zachowania będziemy oceniać jako atakujące i negujące nas samych – a nie jako jedynie wynik cudzej interpretacji naszych zachowań. Skupiamy się wtedy na udowadnianiu swoich racji. I oczywiście uważam, że należy bronić swoich argumentów, stawiać granice i być uważnym na przemoc stosowaną wobec nas. Jednak czasami mam wrażenie, że gdy spór trwa dość długo – przestaje mieć znaczenie jego istota, a większe znaczenie ma walka z wiatrakami – niczym Don Kichot – widząc wroga tam, gdzie być może go nie ma. Druga strona jest przecież przekonana, że ma rację.

A co by się stało i co byłoby możliwe, gdybyśmy odpuścili? Ile razy moglibyśmy uniknąć niepotrzebnych sporów, gdybyśmy nie brali do siebie komunikatów. Przecież wiemy kim jesteśmy, więc dlaczego się tak przejmujemy opiniami innych? Czy to, że ktoś nas ocenia w jakiś negatywny sposób zmienia coś w naszym jestestwie? Czy w jakiś sposób odbiera nam realnie godność? Przecież każdy z nas nosi w sobie cząstkę dobra i zła. Nie jesteśmy krystaliczni.

Każdy z nas konstruuje swój świat przekonań, obraz świata, relacji i ludzi na podstawie szczątków informacji i własnych interpretacji. To co powstaje jako mapa świata jest mirażem. Potem ten obraz przykładamy do wszystkich kolejnych sytuacji. Więc czemu decydujemy się ulegać naszym lub innych złudzeniom?

Zapraszam do eksperymentu:

Przy kolejnej okazji, gdy zdasz sobie sprawę, że druga strona nadinterpretowała Twoje zachowanie – przyjmij to wyłącznie jako jej wizję sytuacji. Spróbuj rozmawiać z nią zakładając, że ona naprawdę ma przekonanie, o swojej racji, a żadne Twoje wyjaśnienia już nic nie zmienią. Co wtedy stanie się możliwe? Czy tak samo będziesz reagować emocjonalnie? Czy wręcz przeciwnie będziesz w stanie uznać, że każdy z Was ma po prostu inną wizję, tej samej rzeczywistości i może warto odpuścić? Może warto skupić się na esencji waszej relacji lub istocie tematu, w którym tego typu dyskusja się pojawiła?

Co myślisz o takiej wizji sytuacji? Podziel się w komentarzu swoją refleksją.

Jak często chcemy zmieniać innych – naszych partnerów życiowych lub zawodowych, przyjaciół lub współpracowników. Wydaje nam się, że znamy receptę na jego lepsze życie, lepsze zachowanie, lepsze decyzje i Bóg wie, co jeszcze. Co więcej, w komunikacji zazwyczaj jesteśmy przekonani, że to my się świetnie komunikujemy, a druga strona nie ma racji. Szukamy koalicjantów, którzy potwierdzą naszą wersję zdarzeń i dodatkowo upewniamy się, że to my właściwie pomyśleliśmy w danej sytuacji nie dążąc do poznania intencji drugiej strony.

Jak to jest z tymi zmianami – dlaczego tak bardzo chcemy zmieniać innych, zamiast poznawać ich perspektywę i zmieniać coś w naszej komunikacji?

Po pierwsze, kiedy masz utarte przekonania na jakiś temat, przestajesz rozróżniać, że to jest tylko myśl (wyobrażenie o rzeczywistości), a nie rzeczywistość. Oceniasz zachowania i wypowiedzi drugiej strony nakładając swoją mapę świata i przekonań na to, co mówi. Przestajesz słuchać jego perspektywy, bo Twoja wydaje się ta jedyna słuszna. Dlaczego tak trudno zapytać w takim momencie o perspektywę drugiej strony?

Samospełniające się proroctwo działa jak filtr, który kieruje każdą naszą myślą i słowem. Przykładowo odnosimy dane zachowanie osoby do naszych uprzednich doświadczeń i na tej podstawie oczekujemy jakiegoś rezultatu. Reagujemy zgodnie z naszą ideą i możemy nie dostrzegać faktów, które przeczą naszej wizji. W zamian podążamy za „argumentami”, które ją potwierdzają. Dlatego nie przyjdzie nam nawet do głowy, że możemy się mylić, w końcu tysiące doświadczeń potwierdzają schemat. A może tym razem jest inaczej?

Kolejna rzecz, która nas blokuje to wiara, że to czego pragniemy nauczyć drugą stroną lub uświadomić jej coś, wydaje się w naszej ocenie dobrem, którym chcemy się podzielić (pomijam czystą złośliwość lub chęć wygrania w sporze). Nie pytamy, czy ta osoba potrzebuje naszych rad. Po prostu rozdajemy je na prawo i lewo i dziwimy się, że ktoś może nie chcieć ich przyjąć. Co więcej, zaczynamy się irytować zastanawiając, czego druga strona nie rozumie, skoro to jest takie dobre – dla nas. No właśnie.

Czy jak przekazujesz feedback drugiej stronie, pytasz, czy ona go potrzebuje? Czy kiedy pouczasz kogoś – pytasz, czy ma zamiar coś zmienić w swoim zachowaniu? Oczywiście nie mówię o feedbacku przekazywanym przez szefa, bo powinien być on codziennością, by obie strony wiedziały na czym stoją w każdej sytuacji. Raczej pytam o nasze różne życiowe sytuacje. Kiedy przykładowo chcemy wytłumaczyć mężowi, dlaczego powinien inaczej podchodzić do danej sprawy lub w inny sposób dbać o siebie, czy rzeczywiście robimy to w momencie, gdy on zastanawia się nad zmianą, czy raczej, gdy irytuje nas, że po raz kolejny zamiast wody wypił coca-colę (podstaw dowolny inny napój).

Jeśli naprawdę chcemy komuś pomóc się zmieniać – zapytajmy o to, na czym mu tak naprawdę zależy. Zanim udzielimy informacji zwrotnej zapytajmy, czy osoba ta chce znać nasze zdanie. Być może jest ona nadal w fazie nazwanej przez Jamesa Prochaskę prekontemplacją, tzn. nie wie, że potrzebuje zmiany i nawet o niej nie myśli. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby spytał: ale po co?

Jak zatem zacząć wdrażać zmiany w naszej komunikacji, by pomagały nam w budowaniu bardziej świadomych relacji, a nasza komunikacja była skuteczniejsza?

  1. Sprawdzaj jakie masz nastawienie wobec drugiej strony – czy chcesz jej pomóc, czy chcesz mieć rację.
  2. Sprawdź, ile w Twoim języku jest nawykowego rozumienia pojęć, które nie zawsze zgodne są ze światem znaczeń Twojego rozmówcy – bądź ciekawy jego świata.
  3. Zanim zechcesz pouczać innych – zadaj sobie pytanie, czy ta osoba tego potrzebuje.
  4. Nie reaguj złością – zanim zrozumiesz, jaka była intencja drugiej strony.
  5. Gdy Twoje otoczenie będzie się dziwić, że zmieniasz styl komunikacji – mów wprost, że chcesz coś zmienić i chciałbyś lepiej się z nimi komunikować.
  6. Dopytuj, doprecyzowuj zanim wydasz osąd – zareaguj dopiero, gdy znasz intencję drugiej strony.

A Tobie – co wydaje się najtrudniejsze, gdy myślisz o zmianach w swojej komunikacji?

Podziel się w komentarzu swoimi blokadami.